powrót

 

 

Hejnał, fundowany miastu raz na wiele lat, powinien z czegoś wynikać,

czemuś służyć, mieć wartość muzycz­ną i – przede wszystkim – ide­ową.

Ale hejnał to nie tylko utwór. To symbol, wyrażony językiem dźwięków.

Ma miasto promować, nie – ośmieszać.

 

Hejnał to nie muzyka, to idea!

Andrzej Jarczewski

 

W czasie VI Gliwickich Dni Dziedzictwa Kulturowego (21.09.2008) usłysze­liśmy na Rynku dwie propozycje gliwickiego hejnału. Zainteresowanie społeczne nie było zbyt wiel­kie i sprawa przycichła. Warto więc spojrzeć na całe zagad­nienie z nieco szerszej per­spektywy. Może na po­czą­tek przykład warszaw­ski, bo tam – trwające kilkanaście lat – starania grupy obywateli zakończyły się suk­cesem. Po nieudanym konkursie i po wie­lu dalszych perype­tiach, hej­nał Warsza­wy słyszymy od 1 stycznia 2008. Ciekawa jest symbolika tego hejna­łu.

Utwór jest grany na trąbce z wieży Zamku Kró­lewskiego codziennie o 11.15, bo o tej godzinie zatrzymał się zegar na Zamku, zbom­bardowanym 17 września 1939. Kompozytor połączył motywy Warszawianki i Marszu Mokotowa, wyrażając w ten symboliczny sposób patriotyczne treści, związane z ważnymi dla stolicy utworami. Przesłanie hejnału jest zawsze wyjaśniane turystom przez przewod­ników. Hejnał stał się więc noś­nikiem idei, zawartych w piosenkach z różnych powstań. Grany jest trzy­krotnie: na trzy strony świata. Na wschód się nie gra (żar­t, wieża ze­ga­rowa ma tylko trzy okna). Instrument solowy symbolizuje osamotnienie Warsza­wy w trud­nych chwilach (w Krakowie nic nie symbolizuje; trąbka grała tam „zawsze”; symbo­lika krakowska tkwi w sposobie grania, w kon­tynuowaniu po znaczącej przer­wie).

 

Idee gliwickie

 

Gdy rozejrzymy się po historii Gliwic, zauważymy, że widać bardzo niewiele mo­tywów, z których można by wyprowadzić idee zarówno lokalne, jak i patriotyczne, czy ogól­no­ludzkie. Jest ich tak mało, że mieszczą się na bardzo krótkiej liście:

- przemarsz wojsk Jana III Sobieskiego

- Politechnika Śląska

- wizyta Jana Pawła II.

Chętnie bym coś jeszcze dopisał, ale w tej najwyższej kategorii nic więcej nie ma! Nie jesteś­my Krakowem, Poznaniem ani Warszawą. Lokalny patriotyzm pol­skich Gliwic bu­dujemy od niedawna. I każ­dym symbolem powinniśmy ten patrio­tyzm umacniać.

Najgorszą z możliwych ścieżek, wiodących do wykreowania hejnału miasta – jest… otwarty konkurs muzyczny. Tego naprawdę nie wolno robić z wielu powodów. Na kon­kursy muzyczne wpływa zazwyczaj wiele prac. By wyeli­mi­nować kumoter­stwo, kon­kursy bywa­ją anonimowe. W wyniku otrzymujemy utwór, który najbar­dziej odpowiada prefe­rencjom artystycznym jurorów. Oczywiście – mu­zyczny sąd konkursowy nie może oceniać wymowy ideowej dzieła, bo to mogłoby naruszyć anonimowość. Otrzymuje­my więc rzecz o przy­padkowych walorach symbolicznych, wyli­czoną o pół punktu wyżej niż dziesięć czy sto innych dzieł, zupełnie równo­rzęd­nych pod względem muzycznym. Rola autorytetów muzycznych jest nie do przece­nienia, ale nie na tym etapie.

Załóżmy, że jednak ogłaszamy konkurs muzyczny na 16-taktowy hejnał z na­gro­dami finansowymi. Jeżeli nagrodą będzie sto złotych – otrzymamy sto byle jakich propozycji. Jeżeli nagrodą będzie tysiąc złotych – wpłynie tysiąc poprawnych utwo­rów. A jeżeli nagrodą będzie milion złotych – z całego świata napłynie milion dzieł dosko­nałych. Skąd biorą się te liczby? Z technologii. Ja sam, zajmując się tym spo­radycznie, bez trudu skomponuję taki utwór w ciągu godziny. A jeśli odpowiednio skonfiguruję sprzęt i oprogramowanie – mogę trzaskać i dziesięć hejnałów na godzi­nę, oczywiście w harmonii wielogłosowej, odpowiadającej wybranemu stylo­wi. Wy­druk kosztuje grosze, list parę złotych i wysyłam. Niech się jurorzy męczą, mo­że choć dostanę wy­różnienie. Podobnie pomyśli sto tysięcy studentów muzyki we wszystkich krajach, dysponujących internetem. To jest droga do nikąd.

Tymczasem wiele hejnałów na świecie – to utwory proste, toporne, wręcz nie­zdarne. Ich siłą nie jest doskonałość muzyczna, ale idea lokalna i tradycja. Oczy­wiście – o tę doskona­łość też trzeba się starać. Tak jak i my powinniśmy zawsze pięknie mówić. Ale mówić dopiero wtedy, gdy mamy coś do powiedzenia!

 

Opracowanie założeń ideowych

Należy zacząć od opracowania założeń. Nic na ten temat do­tychczas nie publiko­wałem. Czuję się skrępowany, bo sam jestem autorem kil­ku projektów i chętnie uczestniczyłbym w jakimś postępowaniu, prowadzącym do wyboru hejnału dla Gli­wic. Teraz jednak zabieram głos, bo sprawa nabiera wyłącz­nie muzycznego rozpędu, a – skądinąd świetny – utwór Haendla może zys­kać sze­ro­kie uznanie i… skompro­mitować nasze miasto. Każdy bowiem gliwi­cza­nin i turysta zapyta, gdy to usłyszy: a co to za utwór, co wyraża, dlaczego ten a nie in­ny? A skoro nie wiecie, to po co to sobie zrobiliście? Mamy odpowiedzieć, że z za­zdrości? Bo inni to mają, więc my też?

Do zupełnie innej kategorii należy propozycja Joachima Nowaka, który wziął na warsztat utwór Ludomira Różyckiego. A patron naszej Szkoły Muzycznej jest nie tylko Polakiem, ale i – poniekąd – gliwiczaninem. Potrzebne by tylko było wyjaśnie­nie, co ten utwór wyraża. O jakie wyjaśnienie chodzi – by nie teoretyzować – w naj­krótszych słowach mogę opowiedzieć na przykładzie własnego opracowania.

Otóż najwartościowszym gliwickim motywem, do którego przez lata powinniś­my jakoś nawiązywać w sferze symbolicznej, jest wizyta Jana Pawła II w Gliwicach. By to wy­darzenie pozostawiło ślad w muzycznym krajobrazie naszego miasta – skom­pono­wa­łem kantatę 111 słów Pa­pieża w Gliwicach, która była kilkakrotnie wyko­ny­wana przez Akademicki Zespół Muzyczny Politechniki Śląskiej (w tym dwa razy w Kate­drze). Cały utwór jest muzycznym opra­cowaniem wizyty Jana Pawła II na gli­wickim lotnisku 17.06.1999. Wszystkim okrzy­kom, które wtedy witały Ojca Święte­go, przy­dałem melodie, motywowane w większo­ści folklorem ślą­skim, w na­wiązaniu do słów Papieża: Ślązaki umieją śpiewać. Całość w radosnej, pro­stej, odpo­wiadającej ów­czesnemu nastrojowi tonacji C-dur (tonacja – rzecz jasna – będzie zmienio­na).

Kantata jest 4-głosowa, ale do hejnału przewiduję dodatkowe głosy, co ma sym­bolizować wie­lość obecnych na lotnisku. Ta idea wyklucza trąbkę solo, natomiast wymaga kilku lub kilkunastu instrumentów dętych, bo właśnie orkiestra dęta grała wtedy Papieżowi. Symbolicznym przesłaniem byłyby słowa, do których Gliwice mają szczególne prawo: WITAJ DOMA! W drugiej części – ZOSTAŃ Z NAMI! A na za­kończenie – DO ZOBACZENIA! Można znaleźć wiele innych motywów, ale te sło­wa, stanowiące do­po­wiedzenie, oczywiście – nie śpiewane, ale wy­jaśniane wszyst­kim słuchaczom, wydają się najodpowied­niej­sze dla gliwickiego Rynku. Gdyby hejnał, oparty na tym motywie, zo­stał zaakcepto­wany – pierw­sze publiczne wykonanie powinno się odbyć w 10. rocz­nicę wizyty, czyli 17.06.2009 o godz. 11.55, bo o tej godzinie Papież wy­lądował w naszym mieś­cie. Ten bliski termin sprawia, że jednak przedstawiam ten problem publicznie, byśmy czegoś znów nie przespali.

 

Komponowanie hejnału

Po przyjęciu założeń ideowych (moich lub innych) możliwe będzie przystąpienie do samej kompozycji. Teraz chodzi tylko o zaproponowanie procedury, która powin­na przy­nieść utwór wartościowy i – być może – piękny. Walor estetyczny ma duże zna­cze­nie, ale powinien być skutkiem, nie – pierwszym kryterium. Gdy będą gotowe założenia – można by nawet zlecić pracę jakiemuś wybitnemu kompozytorowi i zao­fe­rować mu taką zapłatę, jaką należałoby wydać na organizację konkursu i nagrody.

Sądzę, że pierwsza wersja hejnału powinna być gotowa w styczniu, lutym 2009 i wtedy mogłaby podlegać ocenie, poprawkom instrumentacji i różnym innym zabie­gom, na których znają się profesjonalni muzycy. Celem ma być nagra­nie instru­men­­talne, nadające się do odtworzenia z wieży Ratusza. Nagranie, które będzie pro­mo­wać Gliwice zarówno w sercach samych gliwiczan, jak i we wrażeniach gości, do których symbolicznie zawołamy: WITAJ DOMA!

Gdyby ideą konkursu na hejnał był np. przemarsz wojsk Sobieskiego, obro­na Gliwic przed Mansfel­dem lub, dajmy na to, fabryka Opla – konkurs mógłby być ano­nimowy, natomiast gdyby należało nawiązać do wizy­ty papieskiej – anonimowość będzie przeszkodą, gdyż au­torzy kilku piosenek (jak rów­nież autor wzmiankowanej kantaty) są znani i może nam grozić gra pozorów.

Chętnie poprę cu­dzy projekt, jeżeli będzie lepszy od mojego. Postuluję też, by wybór hejnału nie wiązał się z żadnymi graty­fika­cjami pieniężnymi dla kom­po­zy­tora. Dalsze procedowanie będzie wtedy wolne od podejrzeń o motywację finan­so­wą. Takie rzeczy dla swojego miasta robi się pro publico bono.

powrót