Do strony głównej

DEMOGRAFICZNY PORTRET ŚLĄSKA 2002

Miesięcznik „Śląsk” nr 7/2002

Andrzej Jarczewski

 

Na wykresie (niżej) widać, ilu w wo­jewództwie śląskim mamy mieszkań­ców w każ­dym roczniku: od najmłod­szych, urodzonych w roku 2001, do stulatków. Dodatkowo należy podać, że 1.01.2002 mieliśmy 495 mieszkańców, którzy przekroczyli 100 lat życia, w tym 297 kobiet i 198 mężczyzn. Razem było nas na początku roku 4.830.472.

Struktura wiekowa regionu od­zwierciedla trudną historię tej części Europy w XX wieku. Już roczniki z I wojny światowej są przetrzebione. Urodzonych w roku 1914 jest więcej niż w kolejnych trzech rocznikach. Następnie, aż do rocznika 1940, obserwujemy stały przy­rost z lekkim zawahaniem w pierwszych, kryzyso­wych latach trzydziestych. A później – wielkie szczerby demograficzne z lat 1941-1945. I niezwykły przyrost w la­tach powojen­nych, który niemal zre­kompensował wojenne ubytki.

Szczyt największego wyżu przy­pada w naszym województwie na rocznik 1958, tzn. najwięcej wśród nas jest dziś 44-latków. Później obserwujemy de­mograficzne echo drugiej, a nawet pierwszej wojny światowej: dla rocz­ników 60-tych za­brakło rodziców i dziadków. Najwięk­sza głębia tego niżu przypada na rocznik 1969 (24 lata po najtragicz­niejszych stra­tach z os­tat­niego roku wojny). Następuje po nim echo wyżu po­wojennego z kolej­nym szczytem w roku 1983 (25 lat po szczytowym roczniku 1958). A potem już spadek i spadek aż do dnia dzisiejszego.

Optymalny kształt piramidy demo­graficznej jest zupełnie inny. U pod­stawy powinno być najszerzej: naj­wię­cej przedstawicieli rocz­ników najmłod­szych. Starszych – od­powiednio mniej. Obserwujemy za­paść demo­graficzną, która nie jest tylko wtórnym echem wojen i po­­przednich niżów. To już zmiany cywilizacyjne, charakterys­tyczne dla społeczeństw post­indu­­strialnych. Zmie­nia się model rodziny. Prze­ważają, wręcz dominują rodziny – jeśli tak można powiedzieć – niewielodzietne. Również na wsi.

Przyczyny tego stanu rzeczy mogą być przedmiotem dyskusji, natomiast skutki są oczywiste. Co roku ubywa ze śląskich szkół po kilkanaście tysięcy dzieci, a to oznacza, że wiele podstawówek i przedszkoli przyjdzie nam zamknąć. Niebawem zbędne okażą się liczne gimnazja, licea i tech­nika. Nie należy kształcić nowych pe­diatrów, przed­szko­lanek i spe­cja­listów nauczania początkowego, bo na bezrobocie odchodzą już teraz liczni przedsta­wi­ciele tych zawodów. I jest to bezro­bocie strukturalne, nie do przezwy­ciężenia bez rady­kal­nych działań, polegających np. na przejściu tysięcy ludzi, zwłaszcza kobiet, do zupełnie innych zawo­dów.

Dzisiejsi 19-latkowie (rocznik 1983) wkraczają wielką liczbą na rynek pracy, a tej pracy dla nich nie ma, bo na emerytury odchodzą właśnie najmniej liczebne roczniki czter­dzieste. Tu żadnych gruszek na wierzbie nie moż­na obiecywać. Sytuacja poprawi się struktu­ralnie za kilka lat – co łatwo prześledzić na wykresie – kiedy zrów­na się liczba młodzieży po­szu­kującej pracy z liczbą odchodzących na eme­ryturę. A za dziesięć lat sytuacja odwróci się dramatycznie: słabe liczebnie roczniki dziewięćdziesiąte przejmą ciężar utrzymania ogrom­ne­go wyżu przyszłych emerytów z rocz­ników pięćdziesiątych.

   Już dziś trzeba projektować roz­wiązania dla społeczeństwa znacznie starszego. Mniej placów zabaw i bo­isk, więcej domów pogodnej starości, mniej pediatrów, więcej geriatrów. Nawet handlowcy muszą wyciągać dla siebie wnioski ze struktury wie­kowej regionu. Zapotrzebowanie na wózki dziecięce, pieluszki i małe ubranka ustabilizuje się najprawdo­podobniej na poziomie niewiele wyż­szym od obecnego, bo jeśli nawet kiedyś usłyszymy demograficzne echo wyżu stanu wojennego, to będzie to echo słabe, ciche i odległe. Obym się mylił.

 

Prostokąt zaokrąglony: Demograficzny portret województwa śląskiego
1.01.2002
 


à do góry